Wifey & Hubby, czyli amerykańskie wesele

 

IMG_0962

“You know that you have 90 days to marry?” – to pytanie, które zadano mi 2 razy po wylądowaniu w USA. I nie pierwszy już raz! Oczywiście, zasady mojej wizy narzeczeńskiej były nam znane od początku! A więc – 90 DNI – wiedziałam o wiele wcześniej, ale sam fakt nieustalonej daty ślubu sprawiał, że miałam wrażenie, że jest to taaaak odległe. I nagle – jesteśmy już po! Mąż i Żona, Hubby and Wifey – ciągle wydaje się to tak nowe i zaskakujące 🙂


Od początku planowaliśmy – skromnie, bo był to ślub cywilny, a kościelny będzie czekał w kolejce w Polsce. Mimo wszystko, zostało zorganizowane więcej niż sobie wyobrażaliśmy, więc i ja czułam się w obowiązku przygotowania siebie samej na zadowalającym poziomie. Krótkimi słowami – wybudowałam sobie presję i stres, które mogły konkurować z wieżą Eiffla, bo jestem swoim najpotężniejszym krytykiem. Wiele rzeczy było o tyle trudnych, że ja nie miałam tutaj żadnych sprawdzonych, poleconych miejsc i wszystko trzeba było bardzo szybko odkryć i “zaklepać”. W rezultacie 2 miesiące po moim przylocie powiedzieliśmy sobie “I DO” w amerykańskiej ślubnej atmosferze.
Dlaczego zaznaczam, że amerykańskiej? Bo różni się od polskiej znacznie i w przygotowaniach i w tym docelowym dniu. Opiszę Wam moich kilka spostrzeżeń, które przychodzą mi do głowy kiedy próbuję porównać.

Czas się ubrać …

Panna Młoda ma znacznie trudniejszą sytuację niż w Polsce. Salony ślubne w USA nie prowadzą wypożyczeń sukien. Trzeba więc zawrzeć nieco trwalszy związek ze ślubnym nabytkiem. Prawdą jest jednak, że popularne salony ślubne (mówię o takich dostępnych cenowo dla przeciętnego człowieka) mają niemałe wyprzedaże i suknię ślubną można kupić już za 99$, więc istnieje szeroki wachlarz opcji. Na cenie za sukienkę zabawa się jednak nie kończy. Jeśli masz szczęście i standardowy rozmiar będzie na Ciebie idealnie pasował, co jak wszyscy wiemy graniczy z cudem, nie musisz dokonywać przeróbek. W większości przypadków jednak… musisz! W USA płacisz za sukienkę najpierw, a dalsze przeróbki w salonie są naliczane oddzielnie, w zależności od potrzeb. Może się więc okazać, że dopasowanie sukienki będzie kosztowało więcej niż sama sukienka 🙂
Panowie mają raj – wypożyczenia całego ubioru bez problemu i to w bardzo rozsądnej cenie. Jak zwykle, bez porównania. Wy to macie szczęście!

Ubrać tylko siebie?

W naszym przypadku ubieraliśmy tylko siebie, ale w amerykańskim zwyczaju, który także przenika do Polski są druhny i drużbowie w liczbie bardzo mnogiej. Z uwagi na niewielki rozmiar naszej ceremonii, nie wybieraliśmy więcej niż standardowa para świadków, nie chciałam też narzucać specjalnych wymogów w tak krótkim czasie w kwestii ubioru. Druhny przecież najlepiej, jeśli wyglądają podobnie. Panny Młode nakładają różne wymogi. Czasem wskazują miejsce, gdzie druhny powinny nabyć swoje stroje, czasem tylko kolor. Z finansami tez różnie. Może się zdarzyć, że Panna Młoda pokryje koszt części garderoby, ale niekoniecznie. To samo z płcią przeciwną. Pan Młody przeważnie wskazuje konkretne miejsce, gdzie drużbowie powinni wypożyczyć swój garnitur/smoking. Salony ślubne oferują wiele pakietów związanych z całą załogą ślubną, podobnie fryzjerzy, makeup’iści.

 

IMG_0961

Gdzie powiedzieć “I DO”?

W zasadzie można – wszędzie! W ogrodzie, parku, na plaży, na statku. Można też tradycyjnie w sądzie. Sąd to miejsce, gdzie w pierwszej kolejności musieliśmy się udać, niezależnie od naszego finalnego miejsca wyboru. W momencie rejestracji w sądzie w stanie Maryland, już wtedy kupujemy nasz certyfikat małżeństwa, który nie jest jednak jeszcze oficjalny. Musieliśmy wybrać datę i godzinę ceremonii z zaznaczeniem, że jeśli zdecydujemy się wziąć ślub gdzie indziej musimy po prostu zadzwonić 🙂 Wielkim minusem zawierania związku małżeńskiego w sądzie, była data – od poniedziałku do piątku, a także liczba osób, które mogły uczestniczyć w ceremonii – do 25. Nasza ceremonia liczyła ok 50 osób, więc musilibyśmy doprowadzić do surowej selekcji. Od początku więc myśleliśmy o innym miejscu. Tak, jak wspomniałam wydarzenie może odbyć się gdziekolwiek, ale na terenie tego samego hrabsta, co sąd. Moim marzeniem był ślub na zewnątrz, ale biorąc pod uwagę jak duszno i wilgotno może być w Maryland, zmieniłam zdanie na “wewnętrzną” cermonię we francuskiej restauracji 🙂 I całe szczęśćie! To był dotychczasowy najgorętszy dzień roku – 35 stopni Celsjusza!!

Kto udziela ślubu?

No właśnie? Sąd przecież pracuje od poniedziałku do piątku i w sobotę, w dniu naszego ślubu każda sędzina najprawdopodobniej relaksuje się przy Netflixie nie myśląc nawet o pracy. Jest specjalna strona internetowa, gdzie można znaleźć osobę, która ma uprawnienia i może udzielić ślubu. Oczywiście jest to kolejna usługa, dzięki której ludzie … zarabiają. Kontaktujemy się więc z taką osobą, ustalamy ile ma trwać ceremonia, co chcemy żeby było powiedziane ze strony tej osoby i czy chcemy się spotkać przed. To wszystko ma swój subiektywny cennik. ALE, zdobycie tych uprawnień wcale nie jest takie skomplikowane, więc my wpadliśmy na lepszy pomysł. Chcieliśmy, żeby ślubu udzieliła nam osoba, którą znamy. Zdobycie takiego certfikatu odbywa się w trybie online, więc rach ciach i po sprawie! Ślubu udzielił nam wieloletni przyjaciel rodziny mojego męża! Po ceremonii podpisał nam stosowny dokument, który musieliśmy ponownie zanieść do sądu, gdzie otrzymaliśmy oficjalne kopie aktu małżeństwa. Nie ma tam jednak nigdzie mojego nowego nazwiska! W stanie Maryland nie muszę nigdzie oficjalnie się o to ubiegać. Po prostu podaje nowe dane kolejno w Zakładzie Ubezpieczeń (Social Security Administration) i dalej zmiana prawa jazdy, bank itd.

Przysięgi

Na stronie sądu jest gotowa formuła przebiegu ceremonii, aczkolwiek można ją modyfikować dowolnie! My zachowaliśmy część, w której oboje wypowiedzieliśmy słynne “I do”, ale też dodaliśmy jeszcze słynniejsze tutaj własne przysięgi. Znając mnie, mogłabym napisać 18 stron, niczym Rachel Green z “Przyjaciół” w liście, po którym Ross wykrzykiwał “WE WEEEREE ON THE BREEEAAAK!”. Powstrzymałam jednak rozległość mojego słowotoku i została mi strona A-5 pisana ręcznie. Przysięgi nie uczy się tutaj na pamięć. Napisana ręcznie w kopertach czekała na swoją kolej w posiadaniu naszych świadków. Bardzo podoba mi się tutaj ten zwyczaj i nie chcialam go pominąć.

 

IMG_0964

Jak długo?

Jedną z wielkich różnic pomiędzy typowym polskim weselem, a tutejszym jest długość jego trwania. I choć moglibyście stwierdzić, że być może dlatego, że moja ceremonia była nieco mniejsza i niereligijna, to nie o to chodzi. Pamiętam jak Gareth poleciał na ślub i już około północy czasu północno-amerykańskiego zadzwonił do mnie, że jest w hotelu. Okazało się, że wesele skończylo się o godzinie 22,a następnie gości byli jeszcze chwilę na mieście szukać otwartego baru. Zaśmiałam się wtedy, że w Polsce to po północy się dopiero rozkręca na dobre. Nasza ceremonia odbyła się w porze lunchu i całość trwała 4 godziny! Nie do pomyślenia, prawda? 🙂 Tyle przygotowań, a wszystko mija z mrugnięciem oka. Na początku byłam przerażona wczesnym ślubem, ale teraz uważam, że był to dobry pomysł, bo byliśmy w stanie odbyć drugą wieczorną imprezę w ogrodzie mojego teścia, bardziej na luzie. Amerykanie lubią być na luzie, rzadko kiedy naprawdę się stroją. Choć miałam w planie pozostać w mojej sukni na wieczorną domówkę, to jednak rozsądniej było się przebrać w coś lżejszego.

Poprawiny?

Nie istnieją. Większość gości o poranku była już w samolotach. Jedyne, co przedłuża ceremonię ślubną w USA to rehearsal dinner, o którym prawdopodobnie słyszeliście i odbywa się PRZED dniem ślubu. To okazja dla rodziny i znajomych do spotkania się, poznania, a dla Państwa Młodych do podziękowania wszystkim, którzy pomagali w przygotowaniach. My nie organizowalismy tej części, ale jest to bardzo popularne. Kiedyś słyszałam od mojej znajomej Amerykanki, że w Chicago jest takie powiedzenie, że jak coś trwa długo to mówi się “it’s as long as polish wedding”. Tak to mniej więcej pamiętam no i … nie mylą się 🙂

Czy wesele nam się zwróci?

Takie pytanie w USA nie istnieje. Nikt na to nie liczy i w ogóle nie podchodzi do sprawy na zasadzie otrzymania od gości zwrotu kosztów. Poza tym znacznie bardziej popularne jest wręczanie prezentów, aniżeli pieniędzy. Jednym z elementów przygotowań do ślubu jest kreowanie tzw. wedding registry na stronach internetowych sklepów, którymi jesteśmy zainteresowani. Może to być nawet AMAZON! Rejestrujemy więc prezenty, które chcemy otrzymać i goście sami wyszukują na podstawie naszych adresów email czy imion i po prostu… zamawiają. Zdarza się, że prezent przychodzi do domu przed ślubem. Jeżeli podarunek jest drogi, goście mogą też urządzić składkę – strony dają taką możliwość. No właśnie, co do wartości. Podstawową różnicą jest to, że nie ma tutaj PRZEPYCHU. W Polsce na ogół są przyjęte minimalne kwoty, które “wypada” dać, w przeciwnym razie może być tzw. “obciach”. Tutaj takiego poczucia nie ma i kwoty, a także wartość prezentów są o wiele mniejsze, skromniejsze. My nie mieliśmy za bardzo czasu na stworzenie wedding registry, wrzuciliśmy tylko kilka rzeczy, które otrzymaliśmy, a reszta to głównie wyposażenie kuchni bądź pieniadze. Szczerze mówiąc, podoba mi się to, że otrzymując zaproszenie na wesele nie trzeba się przejmować, że pochłonie to sporą część naszego budżetu. Myślę, że wyprawiając imprezę tego typu, trzeba liczyć się z kosztami. Mam wrażenie, że w Polsce przez tyle lat wciąż utrzymywane poczucie konieczności “zwrotu kosztów” nakłada coraz większe umowne zobowiązania na gości. A przecież szkoda by było, żeby ktoś nie pojawił się na naszej uroczystości ze względów finansowych.

IMG_0896
część naszych prezentów 🙂

Ucieczka na Honeymoon?

Nie miałam w planie pisać tej ostatniej części, ale zainspirowało mnie pytanie na facebooku, czy para nowożeńców ucieka jeszcze trakcie wesela w podróż poślubną? Otóż my nie uciekliśmy zaraz po, wybieramy się po tygodniu. Z przeprowadzonego przeze mnie małego rozeznania wynika, że sporo par najwcześniej ucieka następnego dnia, ale w trakcie wesela to chyba wciąż mimo wszystko tak bardziej na filmach 🙂

Ciekawa jestem, jakie inne wyobrażenia i pytania nasuwają Wam się na temat amerykańskiego wesela?

 

 

5 thoughts on “Wifey & Hubby, czyli amerykańskie wesele

  1. Rewelacja z tymi uprawnieniami, bardzo sprytne rozwiązanie + wydaje mi się, że dzięki temu, że był to przyjaciel, ta chwila była jeszcze bardziej magiczna.
    Uwielbiam luz Amerykanów, to, że większość nich nie jest napompowana, a przepych, czy rozmach to tylko na filmach. Z resztą uważam też, że na pewno jest wygodniej i sympatyczniej zrobić taką domówkę po i np. barbecue, aniżeli siedzieć sztywno przy stolikach i kisić się w niewygodnej sukience.
    Bardzo dobrze ujęłaś te polskie “zwyczaje”, sama jestem im przeciwna. Całe szczęście moja rodzina jest taka bardziej wyluzowana. Jedna z sióstr miała skromne wesele, a druga będzie mieć wesele w stylu retro dla paru osób 🙂
    Ja zawsze marzyłam o ślubie gdzieś na powietrzu, może na wzgórzu – może nawet udzielonym przez Szamana haha 🙂

    Like

  2. Fajny pomysł z przysięgami, chociaż myślałam, że to raczej kwestia 2 czy 3 zdań, a nie całej strony A5 🙂 Ważne by szło z serca – w tym wypadku nie jest to formułka powtarzana przez wszystkich 🙂

    Liked by 1 person

    • To zależy – można mieć 2-3 zdania, a można trochę więcej 🙂 Ta strona A5 to i tak zaledwie kilka zdań, tylko tak się wydaje. Masz rację – fakt, że nie jest to oklepana formułka sprawia, że jest to znacznie bardziej osobiste 🙂

      Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s