Rzeczy, które mogą zaskoczyć Cię w USA! cz.2

white and red flag

Zasiadłam do kontynuacji posta na temat rzeczy, które mogą, ale nie muszą (bo musi to przecież na Rusi) zaskoczyć Was w USA. Zaglądam w moja własną głowę i widzę chaos! Automatycznie przychodzi mi na myśl wiele pomysłów i dlatego też właśnie od początku wiedziałam, że wraz z pierwszą częścią zapoczątkuję serię postów, które połączone w całość będą mogły aspirować do miana gazetki, bądź też książki w rozmiarze kieszonkowym. Co najmniej. No dobra, nie przedłużając już, patrzę w chaos, niczym czarodziejską kulę i losuję następujące dziwadła:

1. CENA, a KWOTA DO ZAPŁATY

Pani się chyba pomyliła?‘ – mógłbyś rzec wędrowcze, który wziąłeś z półki sklepowej buty za $39.99, a przy kasie okazuje się, że sprzedawczyni żąda $42,38! Niespodzianka! Pani się nie pomyliła. Nie jest nowością, że do cen produktów dodawany jest podatek, tak jak funkcjonuje to też w Polsce. Różnica w USA jest taka, że podatek nie jest ujęty w cenie, którą widzimy na sklepowej półce. Podatek dodawany jest przy kasie i dlatego też trudno tutaj przewidzieć, jaką kwotę dokładnie zapłacimy finalnie. Jeśli planujemy zapłacić gotówką, warto mieć więc ze sobą trochę więcej, aniżeli odliczoną kwotę. Nie dotyczy to tylko sklepów. Z taką sytuacją spotkamy się także w restauracji i nie tylko. Cena z MENU nie jest ostateczna, a w knajpkach, oprócz podatku, trzeba też zaplanować napiwek. Podatki, w zależności od grupy produktów, są różne – nic zaskakującego, aczkolwiek trzeba pamiętać, że dodatkowo każdy stan rządzi się swoimi prawami. Z uwagi na to, że podatek to część procentowa danej ceny, to analogicznie im produkt jest droższy, tym możemy spodziewać sie wyższej kwtoy, która zostanie nam doliczona. O ile, w przypadku małych wydatków, szybko można się przyzwyczaić i przewidzieć ile wyniesie dodatkowy koszt, to przy większych zakupach podatek stanowi nieco większą część rachunku. Temat cen i napiwków jest specyficzny w USA i chętnie napiszę Wam o tym więcej w odrębnym poście.

FullSizeRender[5122]

2. HOW ARE YOU?, czyli wstęp do SMALL TALKu

‘Nic nowego’– powiecie, ale ja też już przed przylotem do USA wiedziałam, że popularny jest tutaj tzw. ‘small talk‘. Nie byłam więc tak bardzo zaskoczona, ale poznałam dokładniej na czym to polega i jak często w ciągu dnia rozmawia się tutaj z całkiem obcymi nam ludźmi. Prawdą jest, że czasem samo zagajenie rozmowy ‘Hi, how are you?‘ kończy się jak tylko obie osoby odpowiedzą sobie ‘good‘ dosłownie w przelocie, bez zatrzymania – pytanie padło na dziale z serem, a odpowiedź już ledwo dosłyszana ze strefy półek z kiełbasą. Zdarzyo się, że podczas zakupów spożywczych gdy mój dzień nie był najlepszy, a ktoś po raz kolejny zapytał… dopowiadałam sobie w głowie ‘GOOD, super k*** GOOD‘ zirytowana nieco tym, że tak naprawdę pyta mnie obcy człowiek, a nie chce ode mnie odpowiedzi, no i nie oczekuje się ode mnie żadnego szczerego narzekania tylko GOOD, GOOD, GOOD. Były to pojedyncze sytuacje, gdy dopasowywałam się do otoczenia. Nie narzekanie jest przecież jednak zdrowsze 🙂

Small talk to nie tylko ‘How are you‘! To ogólnie rzecz biorąc – rozmowa o rzeczach mało istotnych. Z czasem, coraz lepiej rozumiałam ten zwyczaj i zaczynało mi się to podobać. Przede wszystkim, już sama otwartość i chęć nawiązania kontaktu z kimś, kogo zupełnie nie znamy, to jedno z charakterystycznych zachowań, które nie raz poprawiło mi dzień.

W sklepie, do którego chodzę zaledwie od kilku miesięcy, jestem rozpoznawana i nawet starsze osoby witają się ze mną jako pierwsze. Pytają, co u mnie – bezinteresownie, bo nie mają na mnie żadnego planu sprzedażowego. Nie nawiązałam takiej nici porozumienia odwiedzając mój dawny polski spożywczak przez kilka lat.Czasem, podróżując samotnie do innych miast w USA, spędzałam czas z przypadkowo spotkaną osobą, która nagle zaczynała rozmowę robiąc w tym samym czasie zdjęcia albo po prostu mijając mnie na deskorolce. Wiek, pochodzenie, kolor skóry – nie ma znaczenia. Wszystkie przypadkowe osoby, które spotkałam, i z którymi spędziłam kilka minut, czy godzin były szczerze zainteresowane skąd pochodzę, jaka jest moja historia, nawet jeśli nie spotkamy się już nigdy.

adult-beard-beverage-551652

Inny przykład, nawet z dzisiaj – idąc zupełnie zamyślona na siłownię i patrząc ślepo pod nogi, słyszę ‘hello, how are you’ od mężczyzny, który stoi podczas swojej przerwy w pracy przed salonem samochodowym. Uprzedzając myśl, że to może po prostu facet, jak każdy inny, zaczepiający dziewczynę – odpowiem z pewnością w głosie pisanym, że: uwierzcie, nie o to tutaj się rozchodzi. Zaznaczam na marginesie, że nie zawsze jest tak pięknie i kolorowo i w Ameryce oczywiście – mężczyźni zaczepiają dziewczyny, ale trzeba to rozgraniczyć od zwyczajnego otwartego serdecznego powitania.
Dwa dni temu stałam natomiast w klimatyzowanym sklepie z tortem w ręku i czekałam na autobus, gdyż stojąc na zewnatrz, miałabym pewnie tort na butach po 10 minutach. Podeszła do mnie kobieta pracująca w markecie i pyta, co tak sobie stoję! Ja się tłumaczę, że tort, że ciepło, że urodziny męża, a ona patrzy na mnie i mówi “ok, to ja pójdę na chodnik i będę patrzyła, czy autobus jedzie i dam Ci znać!“. Zanim zdążyłam zaprotestować była już na chodniku. Szczęka na butach. Tort w ręku.

Jeśli więc nawet czasem zdarzy mi się, że mam gorszy dzień i nie chce, żeby ktoś się do mnie odzywał, to po kilku chwilach zdaje sobię sprawę, że uśmiech na twarzy, how are you i small talk, sprawiają, że jestem zła nieco mniej.

3. KLIMATYZACJA

Niejednokrotnie wypowiadam tutaj zdanie ‘God, bless A/C’! Planuję napisać Wam trochę więcej o klimacie, w którym mieszkam w odrębnym poście, ale już dzisiaj musicie wiedzieć, że nie da się tutaj funkcjonować bez klimatyzacji. NIE DA. Nie zadziała więc na mnie tutaj żaden argument, że klimatyzacja niezdrowa, że świeże powietrze, że bla bla bla. I jeszcze raz BLA.

Zatem, jak już ustaliliśmy – klimatyzacja jest niezbędna, ale jest jedna kwestia, która nie jest już tak standardowa – optymalna temperatura, w jakiej Amerykanie czują się najlepiej. Nie nazwałabym jej temperaturą pokojową, no chyba że pokój jest w IGLOO. Panują tutaj kontrasty. Na zewnątrz – za gorąco, w środku – za zimno. Brakuje mi czasem tego ‘złotego środka’. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że lubię klimatyzowane pomieszczenia w lecie, ale w USA wejście do sklepu latem oznacza, że w zasadzie powinniśmy mieć ze sobą sweter na tę okoliczność! A przy lodówkach – także dłuższe spodnie! Nie żartuję. Osobiście myślę, że skoro Amerykanie od zawsze piją napoje z tą nadzwyczajnie dużą ilością lodu i wszędobylska klimatyzacja towarzyszy im od maleńkości – to są do tego przyzwyczajeni i jest to normalne. Ja, przyjezdna, czasem jednak przymarzam.

W ogólnym rozrachunku, cieszę się MIMO WSZYSTKO, że klimatyzacja jest używana i ludzie nie gotują się jak jaja na miękko albo i twardo np. w komunikacji miejskiej. Natknęłam się ostatnio na filmik jednej z polskich piosenkarek, która narzekała na klimatyzację w pociągu i oficjalnie żądała przeprosin za spartańskie warunki. Cóż, wiem że ona tego nie czyta, jednakże przyszła mi do głowy myśl, że jeśli będzie kiedykolwiek mieszkała w USA, chyba będzie musiała narzekać na wszystkich i wszystko 🙂
I co najważniejsze, zimą też nie bucha na mnie ‘czerwony jak cegła i rozgrzany jak piec‘ żar w busie, czy sklepie, co zawsze uważałam za przesadzone w moim ojczystym kraju. Wciąż mogę czuć się komfortowo w kurtce. Naprawdę, nigdy nie zrozumiem nadmiernego ‘podgrzewania’ sklepów zimą skoro i tak mamy na sobie odzienie wierzchnie! A JEDNAK, pisząc tego posta zorientowałam się, że to jest chyba moja optymalna pora ustawień klimatyzacji w USA! EUREKA!

rafael-de-nadai-481719-unsplash

Jest jeszcze kilka innych sytuacji, w których Amerykanie traktują ‘chłodek’ nieco inaczej niż my. Np. w kwestii ubioru, ale pozostawię Was na razie z wypowiedzianym A i niedopowiedzianym B 🙂

Na koniec przypomnę, że moje odczucia mogą być inne niż innych osób, które znacie i które też mieszkają w USA. Pamiętajcie, nie piszę o prawdach ogólnych, a moje obserwacje pochodzą głównie z codziennego życia w DMV (Co to jest DMV.)
Dzięki, że przebrnęliście przez drugą część różnic w USA i zachęcam do zostawienia komentarza na temat powyższych punktów!

To be continued… 🙂

Rzeczy, które mogą zaskoczyć Cię w USA! cz.1

 

2 thoughts on “Rzeczy, które mogą zaskoczyć Cię w USA! cz.2

Leave a Reply to Ultra Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s