Au Pair w USA – czy warto?

14054336_1186686431353558_8938369754324754871_o

Dzisiaj postanowiłam, w zasadzie – w końcu, opowiedzieć Wam o programie wymiany kulturowej w ramach którego do USA przylatuje się jako Au Pair. To właśnie dzięki decyzji o wzięciu w nim udziału pojawiłam się cztery lata temu w Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy i myślę, że dzięki temu wróciłam też tutaj po raz drugi, a nawet zostałam. Wszystko w przyrodzie jest bowiem ze sobą powiązane, tak jak te dwie historie, ale, ale… zacznijmy od początku.

Co to jest program Au Pair i co się kryję pod samą nazwą?

Au Pair w USA – program edukacyjno-kulturowy, który mówiąc najprościej opiera się na tym, że przylatuje się do amerykańskiej rodziny goszczącej w USA i wykonuje obowiązki związane z opieką nad dziećmi tej rodziny jako Au Pair. W słowie “Au Pair” kryje się znaczenie “równy”, a więc Au Pair staje się na ten czas członkiem rodziny, a nie po prostu zatrudnioną nianią – program Au Pair, z założenia, NIE JEST pracą. Au Pair nie sprząta domu, nie gotuje dla rodziców – generalnie rzecz biorąc, nie wykonuje obowiązków, które nie są związane z opieką nad dziećmi. Rodzina zapewnia nam dach nad głową, wyżywienie (warunki konieczne), telefon, samochód (mniej konieczne). Zobowiązana jest też przekazać nam określoną symboliczną sumę na podjęcie nauki w collegu i poszerzeniu, dzięki temu, doświadczeń związanych z wymianą kulturową.

Jak wyjechać do USA jako Au Pair?

Żeby wyjechać do Stanów w ramach programu należy przejść przez proces aplikacji z wybraną przez siebie agencją. Nie jest możliwe, żeby polecieć na własną rękę. Agencja pomaga w procesie aplikacji o wizę dedykowaną temu programowi, którą jest wiza J-1. Rzadkością jest, żeby ktoś nie został zaakceptowany i nie otrzymał tego rodzaju wizy. Mówię rzadkością, ponieważ nigdy nie słyszałam o takim przypadku, ale jak wiemy “wszystko się może zdarzyć“, więc nie dam sobie odciąć kończyny, iż tak się nie stało albo stać nie może. Szczegółowe informacje na temat aplikacji możecie znaleźć na stronach agencji, więc pozwólcie, że nie będę skupiała się na tym w moim poście. Przejdę do głównego punktu myślowego.

Czy warto wyjechać jako Au Pair do USA?

Zauważyłam, że mnóstwo osób szuka w Internecie odpowiedzi na powyższe pytanie. Chcę Wam zatem opowiedzieć o moich odczuciach związanych z tym programem po dwóch latach od opuszczenia rodziny goszczącej. Możecie domyślić się po pierwszym akapicie, że ja należę do tych, którzy osobom zastanawiającym się nad podjęciem tej decyzji powiem “JEDŹ“. Szczerze mówiąc, kiedy ja decydowałam się na wyjazd do USA, nie szukałam potwierdzenia w Internecie i nie pytałam na grupach. Swoją całą wiedzę o programie nabyłam przez jedną koleżankę, która była wówczas Au Pair, a którą znałam JEDYNIE z widzenia w moim rodzinnym mieście. Zadałam jej kilkanaście podstawowych pytań, widziałam, że żyje i że nikt nie pokroił jej na kawałki i nie wysłał na sprzedaż do szemranego kraju. Upewniłam się więc, że program to solidna firma, zwłaszcza że wspierana jest przez Departament Stanu. Uważam, że każda osoba jest na nieco innym etapie w swoim życiu i najlepiej odpowiedzieć sobie na pytanie, co ten program może mi dać i po co chcę się znaleźć w USA. Później zastanowić się, czy taki rodzaj spędzania tutaj czasu (mieszkanie z amerykańską rodziną i oddane opiekowanie się dziećmi) to coś, co jesteśmy w stanie wykonywać przez rok i czy wciąż będziemy mieli możliwość dążyć do tych swoich wyznaczonych wcześniej celów. Wiem już jednak, że niektórzy potrzebują więcej faktów, a dodatkowo po drodze ‘napatacza sie’ całe wiadro opinii kąśliwie nas oceniających znajomych albo niezadowolonych Au Pair, które mogą ten program przedstawić w całkowicie złym świetle i obrzydzić wszelkie chęci. Nie każdy odnalazł tutaj to, czego szukał. Tak jest zawsze i ze wszystkim. Zwróćcie uwagę na to jak szukacie pracy i wpiszecie w wyszukiwarkę internetową nazwę firmy celem znalezienia opinii pracowników. Część z nich napisze, że praca tam to raj na ziemi, wspaniały szef, atmosfera, z komputerów wyskakują jednorożce, a część z wypowiadających się osób codziennie otwiera drzwi Mordoru a szef to słowo na “CH”. Nigdy nie unikniemy sytuacji i opinii negatywnych i faktycznie dla niektórych osób program Au Pair również nie okazał się fantastyczny. Spośród tysięcy rodzin, nie wszystkie są wspaniałe i trzymające się zasad. Spośród tysięcy Au Pair, nie wszystkie są wspaniałe i trzymające się zasad. I tak dalej i tak dalej.

Dlaczego jestem na “TAK”?

Podałam Wam na początku kilka “suchych” faktów na temat programu, natomiast teraz czas kontynuować te “mokre i soczyste“, ale pamiętajcie, że również moje, własne – SUBIEKTYWNE. Od początku do końca, a Au Pair byłam przez 2 lata, uważałam że program jest rewelacyjny. Była to świetna okazja do tego, żeby pomieszkać w USA przez dłuższy okres czasu i poznać ten kraj od wewnątrz. Krótkie wakacje w Stanach nie pozwolą nam zapoznać się szczegółowo z tutejszą kulturą, a także odzwiedzić wiele wspaniałych i mniej komercyjnych miejsc. Dla mnie już na tym etapie był to przekonujący argument, który wyselekcjonowałam sobie w podczaszkowych zwojach. Rodzina, z którą mieszkałam okazała się traktować mnie zgodnie z założeniami programu, jak kolejnego równoprawnego członka w ich domu. Do dzisiaj są moimi przyjaciółmi i mogę na nich liczyć. To, co szczególnie mnie napędzało do działania tutaj podczas dwóch lat to liczne…

Podróże – małe i duże
Nie każda Au Pair ma tak dużo wolnego, jak miałam ja. Z reguły są to dwa tygodnie w ciągu roku. Ja miałam ich około sześciu, ponieważ moja rodzina podróżowała całkiem sporo, a starsze dzieci latem wyjeżdżały na obóz. Byłam w wielu stanach (około 15), a w niektórych miejscach/miastach po kilka razy. Mimo tego, że część Au Pair ma tylko ten krótki wyznaczony urlop to i tak większość jest w stanie podróżować do najbardziej znanych i wymarzonych miejsc w USA, jak Nowy Jork, Los Angeles, Las Vegas, Miami. Poza tym w Stanach jest tak wiele przepięknych parków narodowych, stanowych, darmowych muzeów, że nawet podczas wolnego weekendu można zorganizować ciekawe wypady.

14086296_1183002135055321_8428186564865102429_o14305450_1202486183106916_616187198442465828_o18216584_1431666023522263_245813578618089936_o

Jak to wszystko finansować?
Z ręką na sercu mówię Wam, że wszystkie moje wyprawy zorganizowałam z kieszonkowego Au Pair. Co prawda, wiele razy korzystałyśmy z Couchsurfingu i nie spałyśmy w ekskluzywnych hotelach, a jako środek lokomocji najczęściej wybierałyśmy auto po przylocie do miejsca docelowego, więc (stosunkowo tania benzyna) koszty rozkładały się całkiem znośnie. Oczywiście, można powiedzieć, że czasami nie jest łatwo znaleźć osoby do podróżowania, bo koleżanki nie mają wolnego w tym samym czasie itp., ale ja znowu podeprę się swoim przykładem i powiem, że “wszystko jest do zrobienia”. Na swoje dwie kluczowe wyprawy na Zachodnie Wybrzeże kompanów wyprawy znalazłam na grupach facebookowych Au Pair. Z jedną ekipą poznałam się dzień przed, z inną dopiero na lotnisku w zupełnie innej części kraju. Automatycznie wspomnienie to przynosi uśmiech na mą twarz!
Kwota jaką otrzymujemy w ramach kieszonkowego dla wielu osób wydaje się bardzo mała albo wręcz głodowa ($195,95/tydzień – około 50$ więcej jeśli posiadamy wykształcenie pedagogiczne itp.). Krążą bardzo różne opinie w Internecie wyrażane przez byłe, bądź obecne Au Pair. Ja ujmę to w ten sposób, że miałam pełną świadomość na jaką kwotę się piszę i wiedziałam, że wyjazd w ramach programu Au Pair to NIE JEST wyjazd zarobkowy. Nie narzekałam więc z tego powodu, ani przez chwilę. Co więcej, wystarczyło mi na podróże, wyjście z koleżankami, zakupy i nawet niewielkie oszczędności. Wszystko zależy od nastawienia i rozplanowania. Ja wiedziałam, że moim celem są głównie podróże, więc byłam skłonna odmówić sobie innych rzeczy i w to miejsce zwiedzać ile się da. Nie można mieć wszystkiego i czasem trzeba po prostu wybrać. Dzisiaj mieszkam w USA i wiem ile kosztują dodakowe opłaty, które nie dotyczą Au Pair podczas programu. Au Pair nie płaci np. za mieszkanie, za samochód (czasem dzieli się opłatami za paliwo), za jedzenie, za telefon. Nie zawsze te ostatnie punkty wyglądają tak, jak powinny, ale o tym później.

Znajomości
W momencie, gdy przyleciałam do USA i spotkała się ze mną moja conselour (każda Au Pair znajduje się w tzw. clustrze, do którego przyznaczona jest osoba z agencji, która ma za zadanie czuwać nad prawidłowymi relacjami pomiędzy host rodziną a Au Pair, jak również wspierać nas w zaklimatyzowaniu się w okolicy i zawarciu znajomości z innymi Au Pair), która powiedziała ze smutkiem “niestety nie mam w clustrze żadnej Polki“. Odpowiedziałam jej, że w ogóle nie jest to dla mnie problemem, bo nie przyleciałam do USA, żeby obracać się tylko wokół rodaczek i jeść polskie jedzenie. NIE dlatego, że nie lubię ojczystego kraju i chciałam jak najszybciej o nim zapomnieć, ale dlatego, że chciałam brać garściami z tego, co pobyt w USA mi gwarantuje. Byłam podekscytowana tym, że mogę spotkać osoby z niemalże całego świata, szlifować mój angielski i zajadać hiszpańskie, brazylijskie, czy francuskie przysmaki. Chciałam chłonąć wiedzę, którą miałam okazję zdobyć z pierwszej ręki o zwyczajach i życiu w innych krajach. To właśnie jedna z tych rzeczy, po które świadomie wyjechałam w ramach tego programu. Oczywiście, miałam polskie koleżanki, bo czasem chcesz po prostu porozmawiać we własnym języku, sypać znanymi tylko nam żarcikami, czy też pojechać do polskiego sklepu i delektować się kabanosem, ale niech to będzie okazyjnie. Poznawaj to, co nieznane… Dzięki takiej postawie, dzisiaj mogę polecieć do kilku krajów więdząc, że zatrzymam się u osób, które poznałam w USA i one pokażą mi swoje miejsca od ciekawej strony, albo spotkać się z nimi gdzieś w świecie i dalej podróżować razem. Po programie miałam okazję gościć u siebie koleżanki z Niemiec, Brazylii, innych części Polski. W USA, odkąd mieszkam tu po raz drugi od 6 miesięcy, gościłam już u siebie dziewczyny poznane jako Au Pair. Przekonacie się, że po programie wielu osobom zaszczepia się tzw. bakcyl i nie mogą dalej usiedzieć w miejscu, dlatego chętnie utrzymują kontakt z osobami, z którymi dzieliły tę dosyć długą przygodę i które mają podobne spojrzenie na świat. Poznawajcie więc amerykańską kulturę razem, ale uczcie się swoich własnych! Nie zastąpi tego żadna książka i przewodnik.

 

Język angielski
Dzięki wielu międzynarodowym znajomościom bardzo szybko mogłam zauważyć, że mój angielski nabiera mocy użytkowej! W końcu nauczyłam się go w praktyce! Mieszkając także z Amerykańską rodziną chłonie się umiejętność rozmawiania po angielsku jak Sponge Bob, czyli jak najsłynniejsza Gąbka. W Polsce przeważnie uczy się odmiany brytyjskiej języka angielskiego, zauważycie więc też jak wiele jest różnic! Wiedziałam oczywiście, że istnieją, ale nie że są aż tak znaczące!

 

 

Są blaski, są też cienie

Niestety, czasem przeczytacie, że ktoś miał bardzo negatywne doświadczenia mieszkając z amerykańską rodziną i jest to prawda! Nie każdy trafił na rodzinę, która przestrzega zasad. Jest to na pewno okropne doświadczenie, gdy przyjeżdżając pełni pozytywnej energii trafiamy do ludzi, którzy nas nie szanują, bądź traktują o wiele gorzej niż inne Au Pair. “Szczęście w nieszczęściu” – osoby, bądź rodziny, które nie są zadowolone ze wzajemnej relacji mogą skorzystać z tzw. “rematchu“, czyli poszukać innej rodziny/Au Pair w wyznaczonym, całkiem krótkim czasie. Można też najzwyczajniej w świecie zrezygnować z programu, jeśli okaże się, że sytuacja jest tak niewygodna, że nie chcemy się tutaj męczyć. Sytuację, która wymknęła się spod kontroli obserwowałam na przykladzie jednej z koleżanek, gdzie skończyło się wspomnianym rematchem i wyrzuceniem rodziny z programu. Bardzo było mi jej szkoda, że musiała przejść przez wiele nieprzyjemnych sytuacji w domu pierwszej rodziny goszczącej. Ale wiecie co? Gdy zapytacie moją koleżankę jak wspomina program, to odpowie Wam z uśmiechem, że była to wspaniała przygoda, tylko po prostu nie trafiła najlepiej. Jej nastawienie było i jest takie, że mimo wszystko widziała sporo ciekawych miejsc, poznała masę fantastycznych ludzi i to się dla niej liczy w tej sytuacji najbardziej. Do tego przyznała mi się, że “wiesz co, ja jestem jakoś z siebie nawet dumna, że przeszłam przez te trudne chwile i się nie poddałam“. Dlaczego o tym mówię? Denerwuje mnie czasem, gdy widzę, że ktoś z uporem maniaka klnie na program i wszystko co z nim związane, nazywa się niewolnikim, po czym wchodzę na profil tej osoby w mediach społecznościowych i widzę radosne zdjęcia z USA podpisane “spełniające się marzenia” itp. Tak jak wspomniałam, kilka moich koleżanek, albo ich rodziny, zdecydowały się na rematch, znalażły się w lepszej, normalnej sytuacji i dalej cieszyły się programem. Grunt, to nie dać się zapędzić w marazm i zrezygnowanie, poszukać wyjścia, żeby ta przygoda nie była przykrym obowiązkiem, bądź poczuciem zniewolenia w czyimś domu na niepisanych zasadach. Rozumiem gorycz każdej osoby, dla której program nie wyglądał tak radośnie, ale wiem jedno – nie odradzajmy innym, nie odbierajmy im możliwości przeżycia wspaniałych kilkanastu miesięcy… niech wiedzą na co zwracać uwagę i co dziać się nie powinno, ale nie uogólniajmy i nie mówmy, że program jest zły. W mojej opinii z przekonaniem mówię, że to wspaniała, czasem niepowtarzalna szansa na doświadczenie przygody życia. Robaczywe, nieludzkie elementy zdarzają się wszędzie, w każdej instytucji, ale niech nie burzą całości. Uważam, że te agresywne próby bojkotu programu są po prostu nie fair. Nie reprezentują wcale większości osób będących Au Pair, a mogą zabrać wiele dobrego dla osób, które marzą o pomieszkaniu w USA.

Są też mniejsze cienie…
Zauważyłam także, czytając kilka wypowiedzi w Internecie, że oprócz sytuacji poważniejszych, kiedy rodzina naprawdę nie przestrzega zasad programu i najlepiej urządzić EXODUS i nie marnować czasu i energii na ludzi tego niewartych, to niezadowolenie tychże dziewczyn wynika z ich wyimaginowanych oczekiwań. I oczekiwań wyłącznie. Jako Au Pair możemy zajmować się dziećmi tylko określoną liczbę godzin. Pamiętajmy jednak, że założenie programu to bycie częścią rodziny, więc powinniśmy funkcjonować razem jako rodzina i zrobić czasem coś bezinteresownie (zaznaczam: O ILE WSZYSTKO ODBYWA SIĘ FAIR PLAY). Przykłady do zastanowienia:

Dzieci chore? JA NIE ZOSTANĘ W DOMU!
Snow day? (zamknięta szkoła z powodu opadów śniegu) JA NIE ZOSTANĘ W DOMU!
Facet przychodzi naprawić zmywarkę i rodzina prosi o zostanie w domu? JA NIE ZOSTANĘ W DOMU! (choć swoje gary też w niej piorę),
ALE, gdy rodzina daje mi auto w moim wolnym czasie i jeszcze płaci za paliwo – OK! NALEŻY MI SIĘ!

Takie rzadkie postawy widziałam, na szczęscie tylko w Internecie, nie wsród moich naprawdę licznych znajomych Au Pair. Czasem kluczem do znalezienia porozumienia i zdrowych relacji w domu rodziny goszczącej jest to, żeby zawsze pomyśleć też o tym, co oni robią dla nas takiego, czego robić nie muszą, a właśnie np. nie muszą nam udostępniać auta. Dlatego też, korona z mej głowy nie spadnie, gdy zrobię coś dodatkowo dla nich. Po raz kolejny, jest to taka hipotetyczna sytuacja, bo ja wiem, że nie każda osoba ma to auto i jakiekolwiek dodatkowe przywileje. Ja kieruję te słowa właśnie do tych, co niczego nie doceniają. Rodzina, oczywiście, nie powinna Was zapędzać do jakichkolwiek dziwnych robót nie dając nic od siebie. Nie pozwólcie się również źle traktować. Grunt to spojrzeć sprawiedliwie na sprawę – z dwóch stron.

Dla pełnego zrozumienia, zaznaczę jeszcze raz, że ja nie bagatelizuję żadnej z trudnych sytuacji, w jakiej przychodzi znaleźć się przylatującym tutaj Au Pair. Chcę jedynie zwrócić uwagę na to, że są problemy i “problemiki”. Osobiście, o ile nie doświadczyłam żadnych przykrości ze strony mojej rodziny goszczącej to dzieliłam z nimi przykrości, które ich spotykały podczas tych dwóch lat niemalże jak członek rodziny. Wspólnie przeżyliśmy kilka trudniejszych chwil, które nie raz pozbawiły mnie mojego wolnego czasu, ale którego nigdy sobie w żaden sposób “nie policzyłam”. Tak po ludzku.

Trudny początek i trudny koniec – PODSUMUJMY

Gdy podjęłam decyzję o wzięciu udziału w programie Au Pair, powiedziałam o tym kilku osobom. Część mówiła, że to super pomysł, część, że bez sensu, bo przecież skończyłam studia i czas brać się za robotę, a część że jestem niesamowicie odważna, bo lecieć i mieszkać z obcymi ludźmi to w ogołe kosmos. Ja byłam zdeterminowana i nie rozkładałam za bardzo mojej decyzji na czynniki pierwsze. Nie powiem jednak, że początek nie był trudny. Po przyjeździe do rodziny wiele Au Pair doświadcza tzw. homesicku. U mnie tez on się lekko przejawił. Na pewno nie chciałam wracać do domu, ale byłam bardzo zestresowana nową sytuacją w domu obcych mi ludzi. Przez pierwszy tydzień, dwa, czułam się nieco zagubiona i chcę powiedzieć każdej przyszłej Au Pair, że jest to jak najbardziej normalna reakcja. Choć dzisiaj nawet nie do końca rozumiem jak to się stało w przypadku mojej osoby, gdyż przeważnie idę przez wiele sytuacji życiowych całkiem śmiało, to jednak pamiętam przez mgłę ten moment (w końcu cztery lata temu – wkurzają mnie mgły, chciałabym pamiętać wszystko). Po dwóch latach programu było mi natomiast ciężko wrócić do domu, do Polski. Czułam, żę duża część mnie zakorzeniła się w USA podczas tej przygody. Z perspektywy wszystkich mniejszych, bądź większych stresujących sytuacji, których doświadcza się jako Au Pair – dzisiaj, po dwóch latach od zakończenia programu mogę powiedzieć, że właściwie był to najbardziej beztroski, nafaszerowany przygodami czas, pełen ekscytacji związanych z odkrywaniem miejsc, poznawaniem ludzi i nawet nieświadomym, ciągłym uczeniu się o czymś. Podczas programu Au Pair rzadko kiedy się nudziłam. Moje życie weszło na dotąd nieznane obroty, dlatego też powrót do Polski, do życia codziennego był bardzo trudny. Wspomniane znajomości, poznanie kultury amerykańskiej od wewnątrz, a także takie poczucie, że “uuUu mogę wszystko!” sprawiły, że jestem sobie bardzo wdzięczna za tę decyzję i każdemu odpowiem, że zdecydowanie… WARTO! Nigdy nie powiedziałabym więc, że straciłam ten czas, bo powinnam pracować i zdobywać doświadczenie. Czasami w życiu trzeba poświęcić trochę też na doświadczenia innego rodzaju, które też rozwijają, a jeszcze lepiej jak sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi.

Choć już dawno przekroczyłam dopuszczalną górną granicę wiekową dla Au Pair, proszę nie traktujcie mnie jak dziadka, który wręcza Werther’s Original i się wymądrza. Byłam jedną z Was i wiem co się czuję na każdym z etapów, jakie są obawy i oczekiwania. To moje osobiste odczucia z perspektywy czasu i moim celem było głównie pozytywne ukazanie programu i to nie dlatego, że do USA wróciłam i wyszłam za mąż. Po programie tak, jak przykazała wiza, wróciłam do Polski i przez długi czas każdego dnia tęskniłam za czasem kiedy byłam Au Pair.

Jeśli czytają mnie byłe, bądź obecne Au Pair, podzielcie się także swoimi przemyśleniami! 🙂 Dajcie również znać w komentarzach, czy chciałybyście, żebym któryś z aspektów bycia Au Pair przybliżyła nieco bardziej szczegółowo. Z chęcia podzielę się swoimi doświadczeniami!

 

41497346_1960582603963933_8131743645456924672_n

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s