Pierwsze spotkanie z KENTUCKY

kentucky-473693_1920

2 tygodnie temu wybrałam się na mały roadtrip do Kentucky. Był to szczególny wyjazd, gdyż stan ten był przeze mnie dotąd niedotknięty! Roadtrip – mały pod względem przystanków po drodze, bo oprócz przydrożnych stacji benzynowych i barów szybkiej obsługi, nie odwiedziliśmy żadnych innych budynków. Całkiem pokaźny jednak ze względu na ilość mil przejechanych w ciągu jednego weekendu. Z Waszyngtonu, stolicy USA, musieliśmy pokonać około 600 mil, co w przeliczeniu na moje ulubione kilometry daje ich prawie 1000 w jedną stronę. Możecie się zatem domyślić, że przy dystansie całkowitym około 2000 km w ciągu weekendu, mój pierwszy romans z Kentucky nie był więc zbyt długi.

Cel wyprawy – LOUISVILLE

Aby dotrzeć do naszego celu – miasta Louisville w Kentucky, przejeżdżaliśmy na Zachód przez Maryland i Zachodnią Wirginię, no i sporą część Kentucky! Trasa była długa, ale autostrady na tym odcinku, który wybraliśmy są bardzo przyjemne do jazdy. Po pierwsze, nieco spokojniejsze, niż to, co mamy na co dzień na autostradach otaczających Waszyngton, po drugie – bardzo malownicze. Maksymalnie dwa-trzy pasy ruchu przez większą część trasy, górzyste otoczenie i ogranicznie prędkości znacznie znośniejsze niż w otoczeniu stolicy to całkiem miła odmiana.

Photo Sep 07, 12 41 42 PM

Louisville to największe miasto w Kentucky, ale nie jego stolica. Mała zagwozdka i ciekawostka to sposób wymowy słowa LOUISVILLE. Nie jest nadwyrężeniem i kłamstwem, że niejeden Amerykanin nie wymawia poprawnie tego słowa. Ja zostałam poinstruowana przez mojego męża już wcześniej, gdyż mieszkał on w Kentucky przez pewnien okres swojego życia. Zajechałam więc uświadomiona po pachy! Nie mogę niestety umieścić tutaj efektu dźwiękowego i pochwalić się moimi nabytymi umiejętnościami wymowy Loiusville (goddamnit), więc niestety będę musiała Was oddelegować do najsławniejszej dźwiękodajni (TUTAJ), jeśli ktoś jest bliżej zainteresowany tematem. Podobnie, jak o nazwie, także o kilku innych faktach na temat Louisville i Kentucky dowiedziałam się od mojego wspomnianego już wyżej, wciąż tego samego – męża.
Tak na marginesie – wcześniej, o ile w słowie Kentucky zawsze kryły się dla mnie dwie rzeczy: Kentucky Fried Chicken (KFC) i Bourbon, to w słowie Louisville: NIC. A jak wiem NIC, to jestem jeszcze bardziej podekscytowana mając przed sobą perspektywę odkrywania nowych terenów. Przygotowana więc na wchłonięcie nowych doświadczeń z podróży jak gąbka – wchłonęłam deszcz. Dużo deszczu. I to nawet tropikalnego! Pomyślelibyście, że Kentucky nawiedzają takie cuda? Ja też nie. Kiedyś. Ale teraz już wiem, że Kentucky leży, tak jak Waszyngton, w strefie klimatu subtropikalnego i takie mokre niespodzianki spadają tam z nieba nawet w jeszcze w bardziej zaskakującym rytmie niż w stolicy.
Celem naszej podróży było przede wszystkim wesele. Liczyłam jednak również na trochę zwiedzania, ale niestety właśnie ten ‘urok’ kapryśnej pogody w Kentucky, która podobno potrafi zmienić się jak humor niektórych stereotypowych kobiet (eeee, których?? 🙂) zmył nie tylko nasze ambitne plany upchnięcia dwóch szaszłyków na jednym patyku, ale zmył nawet całe wesele. Spadły więc dwa szaszłyki i został patyk. I o tym patyku dzisiaj lekko zacznę, czyli o pierwszych, lekko ogołoconych doświadczeniach z podróży do Louisville.

Konfrontacja wyobrażeń

Trzeci rok w USA, a jeszcze nigdy nie jadłam nic w KFC. Fast food tego typu zupełnie mnie tutaj nie kusi, o ile lubię KFC w Polsce. Chciałam więc spróbować w końcu w Kentucky, u źródła, ale mój mąż zaproponował inne miejsce o nazwie Steak ‘n shake i tak oto KFC wypadło z gry, a wjechał dosłownie steak and shake. Jest to jeden z sieciowych barów, którego nie znajdziecie wszędzie w USA – na pewno nie w Maryland, czy w Washington, DC. Nie wyróżnia się niczym szczególnym, aczkolwiek burgery wydają się jakby takie “lżejsze“. Później tę względną lekkość nadrabia się shake’em, który jest nie do wypicia ze względu na rozmiar. Przynajmniej nie dla mnie, a może… nawet dla mnie, bo z odkurzaniem słodyczy nie mam szczególnych problemów. Reasumując, degustacja KFC musi więc wciąż poczekać. Dajcie mi rok.

Photo Sep 09, 12 10 32 PM

Moje drugie wyobrażenie o tym, co zobaczę w Kentucky to: Bourbon, wszędzie Bourbon – nie zawiodłam się. Zatrzymaliśmy się u rodziców znajomego i właśnie tam, w tym porządnym domu, moje oczekiwania zostały spełnione niemalże od progu pytaniem “Napijecie się Bourbonu?”. Tak właśnie wyobrażałam sobie pierwsze powitalne słowa i radośnie rozkoszowałam się kilkoma rodzajami tego słynnego trunku. Udało nam się także wyskoczyć do jednego z barów w Louisville przed weselem i tam też nie zawiodłam się licznymi pozycjami Bourbonu w menu. Lista jest wręcz imponująca! Zapomniałabym, że w zasadzie zaraz po wyjściu z auta w mieście – poczułam ‘zapach’ destylowanego alkoholu. Chyba dotarliśmy do momentu, w którym muszę wyjaśnić, że nie jestem alkoholiczką i punktem wyjazdu nie była chęć żłopania gdzie popadnie, ale wskazuje jedynie na to, że jeśli oczekujesz Bourbonu w Kentucky, to nie będziesz miał problemu z jego znalezieniem. Expectations = Reality! W Kentucky znajdują się 73 destylarnie tego trunku, w tym 16 w samym Louisville!! Sami rozumiecie…! Niektóre z nich można odwiedzić i zobaczyć co i jak od kuchni, ale oczywiście w ramach tej wyprawy, czas nie był naszym najlepszym przyjecielem. Miasto Louisville jest też szczególnie znane z wyścigów konnych tzw. Kentucky Derby, co też wciąż pozostaje na mojej liście na kolejne wizyty w Kentucky.

usa-1641358_1920
Photo Sep 07, 1 04 53 PM
Zauważyliście pewnie w tej dzikiej gonitwie czytania mojego postu, że niewiele udało mi się zrealizować poza głównym celem wyjazdu, ale dowiedziałam się jeszcze kilka innych faktów na temat Kentucky.

Szok kulturowy
Jaki znowu szok? Tyle siedzi w Ameryce, a jeszcze szok!  Stanów Zjednoczonych nie można traktować jako jednolitego państwa. Poszczególne stany różnią się między sobą pod wieloma względami – jedne mniej, drugie bardziej. Miałam okazję porozmawiać z wieloma osobami już wcześniej na temat Kentucky, a dwa tygodnie temu również z mieszkańcami. Okazuje się, moi drodzy, że Amerykanie doznają szoku kulturowego w granicach własnego państwa przybywając właśnie do Kentucky. Niektórzy nie potrafią wytłumaczyć dokładnie dlaczego tak bardzo odmiennie czują się w tym stanie, ale wywnioskowałam to i owo niczym waleczny detektyw Gadżet. Hmmm Inspektor?
Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to inny sposób mówienia, np. zamiast “You all”, usłyszymy dziwną kombinację “Y’all” z całkowicie innym akcentowaniem. Nie jest to jedynie cechą stanu Kentucky, ale też wielu innych, które zaliczają się do Poludnia kraju.. Kentucky jest najbardziej wysuniętym na Północ stanem, który  sposobem stylu życia ludności zalicza się już do Południa. Ten inny styl przejawia się poprzez tzw. “Southern Hospitality” (“Południowa Gościnność”). Amerykanie, którzy po raz pierwszy znajdują się w Kentucky mówią, że ludzie są o wiele bardziej otwarci i gościnni i chętniej zapraszają innych do swoich domów.
Mieszkańcy Kentucky, z reguły, nie widzą wielkiego sensu z “wysuwaniu nosa ” poza swój stan w odróżnieniu do większości innych obywateli USA. Są większymi domownikami i wolą to, co mają naokoło siebie. Dwie godziny drogi od domu, czy do sąsiedniego stanu to już znamiona wyprawy. W Waszyngtonie natomiast, można nabrać przekonania, że na ogół Amerykanie przeprowadzają się w swoim życiu bardzo często, to za pracą, to za czymś innym i nie są przywiązani do jednego domu przez całe życie. W Kentucky jest inaczej. Nierzadko cała rodzina, mieszka w obrębie jednego miasta, bądź też hrabstwa. Pokolenia nie rozjeżdzają sę tak bardzo po całym kraju. Ponadto, miasta w Kentucky bywają tak małe, że ludzie zapytani skąd pochodzą, często wymianiają nazwę właśnie calego hrabstwa.
Mam wrażenie, że styl Kentucky to taki małomiasteczkowy tryb życia, w którym wciąż funkcjonują społeczności, gdzie ludzie nie żyją tylko sami dla siebie, ale bardziej orientują się w tym, co słychać także u sąsiada. Przywiązani do miejsca, w którym mieszkają, nie ineteresują się tym, co słychać na świecie, czy po drugiej stronie kraju. To, co dzieje się w okolicy jest wystarczająco ekscytujące.
Nieco bardziej śmiałe i żartobliwe stwierdzenia, które słyszałam wcześniej i które opisują te mniejsze społeczności, mówią że w Kentucky ludzie wychodzą za mąż za swoich kuzynów. Jest to jeden z głównych żartów, który zapadł mi w pamięci. A może nie tylko żart?
Zaznaczę jednak, że oczywiście opis ten nie dotyczy każdego jednego mieszkańca Kentucky, a jedynie większości opisywanej przez innych – takiego generalnego obrazu, nieco innego stylu życia, niż ten, który obserwuję na co dzień.

Warsaw – Kentucky

Oprócz szoku kulturowego, odkryłam jeszcze inny – mój własny szok. W Kentucky jest Warszawa (Warsaw)!!! Jest ich jeszcze kilka w USA. Wiele miast zmieniało w przeszłości swoje nazwy na “Warsaw‘ m.in. z uwagi na wielką popularność Tadeusza Kościuszki i książki, której był bohaterem – “Thaddeus of Warsaw“. Historyczna nowela, która została wydana po wojnie o niepodległość USA, okazała się wielkim sukcesem w Ameryce. Nazwy nie stanowią więc o wielkiej ilości imigrantów przybywających w rejony, gdzie znajdują się owe Warszawy. Ironią wydaje się też fakt, że Kosciuszko nie urodził się w Warszawie. Takich to ciekawych newsów dowiedziałam się przypadkowo widząc ‘kierunek na Warszawę” podczas naszego powrotu do domu.

Powrót był szaleńczo wyczerpujący, bo ilości deszczu na drodze nie malały. W pewnym momencie jechałam prawie, że na oślep, ale zobaczcie na zdjęciu jakie piękne wodospady potworzył ten paskudny opad. Trzeba szukac pozytywów! 🙂 Dajcie mi jeszcze trochę czasu, a przywiozę ich więcej z tych rejonów. Na chwilę obecną to tyle –
pierwsze szklanki bourbonu za płoty lub, jak kto woli, przełamane!

 

Photo Sep 19, 6 31 04 AMPhoto Sep 19, 6 31 05 AM

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s