FLORYDA: MIAMI, KEY WEST & EVERGLADES

 

Photo Oct 10, 7 33 03 PM

Pamiętam jak dziś! Pamiętam jak dziś, gdy zabukowałam swój pierwszy lot wewnątrzstanowy! W USA byłam wtedy trzeci miesiąc i mimo, że odwiedziłam przez ten czas Nowy Jork, Filadelfię i Baltimore – okoliczne opcje wyskokowe z Waszyngtonu, to już przebierałam nogami, żeby ruszyć dalej! Małymi krokami nadchodził czas, zwany “Spring Break“, co tłumacząc na “nasze” oznacza po prostu ferie dla uczniów i studentów. Studenci często urządzają sobie wtedy imprezowe eskapady. Ja też wtedy cieszyłam się wolnością i mogłam śmiało narazić włosy na wiatr i polecieć TAM! Tam, gdzie mają miejsce wspomniane studenckie wypady, ale też tam, gdzie słońce grzeje wedle moich reguł. FLORYDA!

Read More »

Pierwsze spotkanie z KENTUCKY

kentucky-473693_1920

2 tygodnie temu wybrałam się na mały roadtrip do Kentucky. Był to szczególny wyjazd, gdyż stan ten był przeze mnie dotąd niedotknięty! Roadtrip – mały pod względem przystanków po drodze, bo oprócz przydrożnych stacji benzynowych i barów szybkiej obsługi, nie odwiedziliśmy żadnych innych budynków. Całkiem pokaźny jednak ze względu na ilość mil przejechanych w ciągu jednego weekendu. Z Waszyngtonu, stolicy USA, musieliśmy pokonać około 600 mil, co w przeliczeniu na moje ulubione kilometry daje ich prawie 1000 w jedną stronę. Możecie się zatem domyślić, że przy dystansie całkowitym około 2000 km w ciągu weekendu, mój pierwszy romans z Kentucky nie był więc zbyt długi.

Read More »

A gdy chodziłam po Memphis.. i Nashville..!

 

Photo Nov 27, 1 03 45 AM

Kto z nas nie nuci czasem ‘When I was walking in Memphis?‘ Nawet jak nie chcemy, to popularna piosenka wżera się niekiedy w nasz układ poprzez radio. Wżarła się i w mój. I przeżarła na wylot, gdyż mając na uwadze mój limitowany czas w USA (tak wtedy myślałam), ciężko było upchnąć jak najwięcej ciekawych miejsc do odwiedzenia, a jednak wrzuciłam Memphis na ruszt i w parze z Nashville postanowiłam upiec na jednym ruszcie. Długi ‘Thanksgiving‘ weekend w listopadzie 2015, który dla mnie i moich podróżniczek rozpoczął się już we wtorek wieczorem i zakończył późną niedzielną nocą, został wykorzystany na odwiedzenie szczególnej na swój sposób części USA – stanu Tennessee*!

Read More »

Co to znaczy być z DMV, czyli o strukturze obszaru metropolitalnego Waszyngtonu

IMG_0161[4984]

Waszyngton, Dystrykt Kolumbii (ang. Washington, District of Columbia – D.C.) – stolica USA, która nie przynależy do żadnego ze stanów! Od strony technicznej zawsze powiemy więc, że Stany Zjednoczone liczą 50 stanów + Dystrykt Kolumbii. Jest to jednostka terytorialna charakterystyczna dla państwa federalnego i w przeciwieństwie do stanów, podlega bezpośrednio Kongresowi. W skrócie, niby demokracja, a mieszkańcy nie mają tam własnej reprezentacji w rządzie, a tym samym nic do gadania. Pozostanę jednak tym razem czysto przy kwestii, niechże wymyślę, terytorialno-zwyczajowej.

Read More »

Zachodnie rarytasy Florydy

IMG_2578

Florydę odwiedziłam już nie pierwszy raz. Wciąż jestem jednak w stanie doliczyć się tych południowych wojaży – był to więc trzeci. Wyjątkowy. Po pierwsze: towarzyszył mi partner o nowym tytule – MĄŻ, a po drugie: odwiedzany rejon był inny niż dotychczasowe. Zanim jednak skoczę wspomnieniami do tych pierwszych wycieczek, przespaceruję się do tej najświeższej.

Read More »

Dolina Śmierci jak malowana

IMG_0589

Kocham upały! Już od dziecka moja mama miała ze mną problem, żeby trzymać mnie z dala od słońca. Dlaczego nazywam to problemem? Jeśli kiedykolwiek poczułaś/eś się blada i nie mogłeś/aś się opalić to dlatego, że prawdopodobnie pochłonęłam Twój przydział Słońca. 8h na słońcu to była bułka z masłem. Nie ma się czym chwalić, bo z bezpieczeństwem wobec słońca byłam ewidentnie na bakier, ale dzisiaj wiem, że trenowałam na ten właściwy moment – DOLINA ŚMIERCI (Death Valley).

Read More »

Cherry Blossom, Washington D.C. – miasto wiśnią kwitnące

 

Waszyngton – Amerykańska stolica, a jednak niemałe, coroczne zamieszanie wprowadziła tutaj Japonia. Jest to jednak piękne zamieszanie, bo raz do roku miasto zamienia się w różowo-białą bajkę. Wszystko za sprawą japońskich drzew wiśniowych
i związanego z nimi festiwalu – CHERRY BLOSSOM. Co jeszcze jest elementem tej japońskiej zawieruchy to fakt, że drzewka zakwitają właściwie maksymalnie na 2 tygodnie i każdy, KAŻDY chce tego doświadczyć własnymi okrągłymi odbiornikami. Pomimo oczywistego faktu, że Waszyngton sam w sobie jako stolica jest codziennie najeżdżany przez turystów, to w tym specjalnym “wiśniowym” czasie ten najazd jest wysoce wzmożony. Nie chcę uprawiać na swojej stronie wyliczania faktów historycznych, więc tylko krótko nadmienię, że drzewka znalazły sę tutaj NAPRAWDĘ za osobistą sprawą Japonii. To nie było tak, że John Smith pojechał na wycieczkę z Pocahontas i nabyli nasion na japońskim bazarze. Japonia sama z siebie podarowała owe drzewka Stanom Zjednoczonym, co oczywiście miało podłoże polityczne i odbyło się w ramach gestu pieczętującego dobre stosunki między krajami na początku XX wieku. Chciałoby się powiedzieć, że “ziarno” zostało rzucone, ale z moich powierzchownie zasłyszanych opowieści wynika, że były to raczej “baby” drzewka, od razu w całości. Poszukajcie 🙂

Read More »